sobota, 24 listopada 2012

Remonty i nie tylko


Wiele wysiłku kosztowało mnie pozwalanie dzieciom na bliski kontakt moimi rodzicami. Nie mogliśmy nie pozwolić, raz dlatego,że przecież wciąż jeszcze mieszkaliśmy pod jednym dachem , a dwa jak wytłumaczyć sytuację 2 i 3- latkom? Mało prawdopodobne żeby zrozumiały o co chodzi. My sami za bardzo nie rozumieliśmy. Najchętniej jednak bym im zabroniła kontaktowania się z dziadkami . No , ale była jeszcze jedna kwestia, bardzo prozaiczna. Dzieci w tym wieku potrafią zmęczyć . My rodzice też czasem potrzebowaliśmy odetchnąć więc opieka dziadków była przydatna i perfidnie z tego korzystałam. Chcieli się czasem nimi zająć , to się zajmowali , proszę bardzo. Ojciec kupił w tym czasie swój pierwszy samochód : jaskrawo - turkusowego trabanta. Matka się wkurzała , wyzywała go za ten zakup , ale w końcu nie miała wyjścia i zaakceptowała , a potem całkiem często z tego dobrodziejstwa korzystała. Zabierali więc dzieci na różne wycieczki. Małym jednak najbardziej pasowało oglądanie przejeżdżających pociągów. Jeździli więc prawie co dziennie około 17.00 na przejazd kolejowy oglądać ciuchcie, aż któregoś dnia spisała ojca Straż Ochrony Kolei , bo w tamtym czasie kolej była obiektem o charakterze strategicznym i paramilitanym . Na razie postanowiliśmy nie mówić nic rodzicom ,że dostaliśmy mieszkanie. Nasz dobytek powoli przy każdym spacerze wywoziliśmy do nowego mieszkania pakując w różne torby zakupowe . Niestety sprawa musiała się wydać , bo potrzebowaliśmy narzędzi ,żeby zagospodarować te nasze 32m i trzeba je było pożyczyć od ojca. O własnych na razie mogliśmy pomarzyć , a wypożyczalnie istniały w filmach zza żelaznej bramy . Owszem pożyczył nam ; ręczną wiertarkę , piłki , mniejsze i większe śrubokręty i kilka innych przydatnych akcesoriów. Najpierw jednak stracił mowę z wrażenia. Matka oczywiście zareagowała wyzwiskami pod naszym adresem. Już się tym nie przejmowałam. Remont ruszył teraz pełną parą, jeśli w ogóle można o jakiejś "parze " mówić w tym przypadku. Załatwiliśmy sobie a ż ! dwie płyty wiórowe i kilka bukowych kantówek. Z tego zbudowaliśmy ściankę działową , która z kawałka pomieszczenia przeznaczonego na kuchnię wydzieliła pokoik dla dzieci. Zmieściła się w nim tylko kanapa do spania , maleńka półka na zabawki, druga wisząca na książki i pawlacz na ich ubranka. Po wannę i zlewozmywak do kuchni Ka jechał do jakiejś oddalonej od miasta wsi , bo jego kolega z pracy widział w drodze do pracy , w wiejskim sklepie. Umywalka do łazienki została po pokoju gościnnym , byle jaka ale była. Z pozostałych płyt wiórowych zrobiliśmy zabudowę w przedpokoju. Powstało coś w rodzaju niedużej trzydrzwiowej szafy połączonej z pawlaczem. Niestety płyt było za mało . Drzwiczki od pawlaczy wyszły za krótkie. Do sufitu brakowało 15cm. Postanowiliśmy na razie zostawić taki lufcik a zabudować to do końca jak uda nam się dokupić płyt. Jakieś ścinki płyt załatwił nam jeszcze ojciec , ale te przeznaczyliśmy na zbudowanie pawlacza nad wejściem do kuchni. Niedokończona zabudowa korytarza została i przetrwała całe 11 lat , do kolejnej wyprowadzki. .Potwierdziła się zasada ,że najlepsze są prowizorki. Zagospodarowaliśmy każdy możliwy zakamarek tego niewielkiego mieszkanka . Półki i pawlacze niestety nie wystarczyły ,żeby zamieszkać. Potrzeba szafek , stołu , miejsca do spania itd. Piec elektryczny również "kupił" nam ojciec; za pół litra . Zobaczył go u kumpla ślusarza . Interes był wybitnie korzystny, bo razem to pół litra wypili , a potem kolega ślusarz doleciał po drugą połówkę . Piec był popsuty i pamiętał chyba II wojnę światową , ale ojciec go naprawił . Bardzo nam się przydał , bo tego towaru w sklepach jeszcze nie było, miał się pojawić dopiero za kilkanaście miesięcy .Piec też przetrwał i posłużył nam ładnych kilka lat zanim kupiliśmy sobie nowy. A jak wspaniale piekł się w nim chleb! Szafkę pod zlewozmywak i drugą z szufladkami kupiliśmy w wiejskim domu towarowym , w okolicy. Przywieźli je koledzy męża służbowym samochodem. Składany stół kuchenny i taborety udało nam się wypatrzyć w sklepie miejscowym GS. Do mieszkania stół przyjechał spacerówką , taborety przynieśliśmy w rękach. Kiedy w końcu do matki dotarło ,że naprawdę idziemy na swoje ,zaczęła i ona na swój sposób pomagać i też nam coś nie coś załatwiać : przyniosła materiał na zasłony ( brzydki , brązowy stilon , ale nic innego nadającego się na zasłony nie było nigdzie ) i wykładziny do pokoiku chłopaków i naszego też brązowe . Łaskawie pozwoliła mi zabrać ławę i dwie brzydkie , obite brązowym skajem pufy. W sumie wszystko to razem do siebie pasowało , ale brązowego koloru w wystroju wnętrz , po kilku latach spędzonych wśród tych brązów mam dosyć do dziś . A to nie wszystkie brązy jakie mieliśmy w domu , bo i zastawa była z brązowych porcelitów , potem arcoroku , kiedy się pojawił. Ciągle jeszcze niewiele towaru było w sklepach i naprawdę trzeba szczęścia żeby coś kupić, choć powoli , powoli przybywało. Idąc do naszego mieszkania robić remont i je urządzać zabieraliśmy ze sobą dzieci i kilkanaście samochodzików . Z taboretów i deski robiliśmy im tor samochodowy , żeby mieli zajęcie , ale ich interesowały młotki , kombinerki i inne narzędzia. Plątali się pod nogami i przeszkadzali , ale koniecznie chcieli pomagać. Co było robić , pozwoliliśmy i faktycznie już po dwóch dniach rozróżniali bezbłędnie wszystkie narzędzia i nam je podawali. Niby nic , ale zeskakiwać za każdym razem z drabiny lub taboretu nie było trzeba – oszczędność czasu duża.
Któregoś dnia , w czasie spaceru trafiłam w sklepie na dostawę materiałów. Między innymi świetną bawełnę, nadającą się na dekoracje do dziecinnego pokoju. W śliczne kolorowe ciuchcie. Wydałam ostatnie pieniądze , chociaż do wypłaty było jeszcze kilka dni i kupiłam aż 5m. Uszyłam potem zasłonki , poduszki i powłoczki na kołdry, te ostatnie tylko jednostronne . Spód zrobiłam z prześcieradła, ale i tak chłopcy mieli niesamowitą frajdę , bo obaj wszelkie ciuchcie kochali .A co dopiero cały pokoik w ciuchciach! Dwuosobową kanapkę dla nich dostałam od ciotki , lekko już nadwyrężoną , ale trochę im jeszcze posłużyła. Ojciec jechał w podróż służbową do Bydgoszczy jak często bywało, bo ich firma współpracowała z bydgoskimi . Po drodze zauważył w jakimś sklepie stojące narożniki . Po przyjeździe spytał czy nie chcielibyśmy sobie kupić na nowe mieszkanie, bo jeśli tak to mamy tam zaraz jechać. Pewnie ,że chcieliśmy , moja panieńska kanapa była ciasna , twarda i krzywa. Spało się na tym bardzo niewygodnie. Taki zakup 60km od miejsca zamieszkania, w tamtym czasie był nie lada przedsięwzięciem logistycznym. Ojciec jednak załatwił ( bo nadal wszystko się załatwiało ) nam zgodę na przywiezienie narożnikowej kanapy służbowym żukiem , w drodze powrotnej z dostawy towaru. Pojechaliśmy wcześnie rano aż do Żnina bo tam były te narożniki ,zapłaciliśmy i czekaliśmy do popołudnia na transport. Mieliśmy szczęście , bo akurat tego dnia przywieźli wiszące szafki kuchenne , zwykle pokryte białym laminatem. Kupiliśmy przy okazji dwie szerokie i jedną wąską. Maluchy były z nami. Nudzili się strasznie ale dzielnie czekali na załadunek, ciekawi tego co się będzie działo..Dopiero po załadowaniu tego wszystkiego na żuka poszliśmy do autobusu. Na zakup narożnika i szafek poszła nam więcej niż połowa wypłaty. Pod wieczór zostawiliśmy dzieci z dziadkami i udaliśmy się wnieść nasze meble do mieszkania. Pomogli koledzy z pracy męża .Narożnik jak wszystko w tym czasie był brzydki , zrobiony byle jak przez więźniów z zakładu karnego w Potulicach i o zgrozo też brązowy , a dokładnie w brązowo- kremową kratkę. Potem po złożeniu okazało się ,że nie pasują dobrze wszystkie części i na złożeniu , dokładnie pod plecami mamy paro centymetrową dziurę. Skoro już mieliśmy nową kanapę , pierwszą , własną kanapę - to trzeba ją od razu wypróbować. Wypróbowaliśmy , nawet dwa razy . Dalszy ciąg remontu mógł do następnego dnia poczekać i poczekał . Ściany pomalowaliśmy farbą kredową w kolorze piaskowym , bo tylko taka była w sklepach oprócz białej z odcieniem błonej szarości. Kilka dni później zaczęliśmy przeprowadzkę. Była już pełnia lata. Do przewozu dobytku posłużyliśmy się wózkami naszych pociech. Nie pamiętam jak przewieźliśmy ławę , ale z rzeczy , które zabieraliśmy z domu rodziców ława była największa. Pewnie też jechała na wózku dziecięcym. Łóżeczka zostały sprzedane .Maluchy spały odtąd na kanapie, jednej , wspólnej. Mieliśmy więc na początek : kuchnię złożoną z różniących się kolorem okładzin szafek- górne białe, dolne w buro-beżowo-białą pepitkę , przedpokój zabudowany surową płytą wiórową , pomalowaną tylko jedną warstwą lakieru , bo tylko jedną puszkę udało nam się kupić, łazienkę złożoną tylko z wanny i umywalki -lustro i resztę kupimy dopiero za parę tygodni i pokój wyposażony w kanapę , dwie skrzynie , które w poprzednim mieszkaniu służyły do siedzenia i jako pojemniki do zabawek, ławę w stylu „wczesny Gierek”, 2 pufy obite skajem do siedzenia i telewizor stojący na skrzyni do butów ( domowej roboty) . Ława „wczesny Gierek” do dziś nam służy , Ka zdążył ją pokochać i za nic rozstać się z nią nie chcę , ja kombinuję jak popsuć ,żeby wreszcie kupić nową . Resztę wystroju uzupełnia sterta książek . Pokój był mały i nieustawny, z wnęką 1,20 x1,2m , którą zagospodarował sobie mąż wstawiając tam jedyny regał ( również do dziś służy mężowi w jego pracowni) , też zabrany z mojego pokoju jaki miałam i dorabiając do niego stół do majsterkowania . Nie wiedzieliśmy wprowadzając się tam, że w tej wnęce za kilka lat zacznie się nasza przygoda z biznesem . Na dzisiejszy standard warunki marne , ale my się cieszyliśmy. Po prawie 4 latach mieszkania z rodzicami to małe mieszkanko , było dla nas prawdziwym luksusem. I nie liczyło się to, że było bardzo wysoko na trzeciej kondygnacji - odpowiednikowi 4 piętra w normalnym bloku, nie liczyło się to ,że trzeba przechodzić przez portiernię i główny hol w zakładzie , ważne było ,że nareszcie byliśmy sami. No i kasa za pół etatu pracownika gospodarczego też swoje robiła. Nie było to zbyt uciążliwe zajęcie. Nie często wysiadają przecież żarówki , urywają klamki czy zapychają sedesy. Jedynie zimą , kiedy spadł śnieg było trzeba odśnieżać podwórze przed zakładem,co zresztą zostało uwiecznione na slaydzie. Nareszcie lepszy czas przed nami . 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz